Podniecone są psy: teraz, w pokoju, oszczekują meble – nastały niedobre czasy dla przedmiotów – trzasnęły drzwi, przeciąg poderwał kartki ze stołu, zdmuchnął je, pootwierał drzwi szafek, wydawało się nawet, że zniweczył, wypędził odbiór jedynej stacji radiowej wokół której się jeszcze gromadzili ci, którzy ewentualnie mogliby się gromadzić. 

Jeden z mężczyzn zapisał w zeszycie: miejsce zostało opuszczone w pośpiechu; nie dodał nic więcej, inny spytał: w pośpiechu? Skąd wiemy o pośpiechu?

Na co tamten, który robił notatki, wskazywał krótkim gestem palca, jak gdyby śledził mapę znamion na twarzy, nie zaś chaos opuszczonego pomieszczenia, mówił: tu niedopita herbata, tu włączone radio, zapach perfum w powietrzu, niedomknięta szuflada.

Widzieliśmy, powiedział inny obecny na miejscu zdarzenia, kobietę ubraną na czarno; zbyt hucznie na czarno, kobiety Mediolanu rozpaczały dotychczas innymi drogami, nie poprzez czerń, pod włoskim słońcem czerń bywa zbyt przesadna. 

Wróciła się po córkę, powiedział mężczyzna z notatnikiem, zapisał: “wróciła się po dziecko, ale nikogo już nie zastała”. 

Zabrała ją, powiedział ten drugi, po prostu zabrano tą małą.

Trzeci zabrał się do rozwijania taśmy, która miała odgrodzić miejsce zdarzenia.