James Joyce wychodzi z domu na spotkanie ze znajomym, Samuelem Beckettem.
Jessica Kerwin Jenkins przytacza żart, który James Joyce uwielbiał rzekomo powtarzać w rozmowach: mężczyzna wchodzi do baru, zamawia zupę, kelner stawia ją przed nim, a następnie zamyślony staje przed oknem, międląc białą ścierkę przytwierdzoną do paska, wreszcie mówi: Paryż spływa deszczem, na co mężczyzna znad zupy: podobnie też deszczem smakuje.
 
I dalej, pisze Jenkins: I Beckett i Joyce byli uzależnieni od ciszy. Spacerowali ulicami Paryża przez wiele godzin nie wypowiedziawszy żadnego słowa.
Beckett będzie wspominał: któregoś dnia przeszliśmy na ty.
Joyce przestał mówić do mnie: panie Beckett, zaczął mówić po prostu: Beckett.
To był najintymniejszy moment naszej przyjaźni.