Jeszcze w czasach Szekspira Stratford, pisze Terry Deary, pozostawało miasteczkiem targowym, takim, które opierało swoją egzystencję na handlu wełną. Dajmy na to jednego z mieszkańców Stratford – Thomasa Gethina, tkacza, zajmującego się także obrotem tkaninami – kupował wełnę na kontynencie i sprowadzał do Stratford, zdarzyło się – wraz z wełną sprowadził pchły, pchły gryzą Thomasa Gethina, i żonę jego, i całą rodzinę tak, że ciała ich pokrywają się nagle dziwnymi pęcherzami, a potem zaraza rozprzestrzenia się wzdłuż ulicy Owczej, a z niej – na całe miasto.

To dżuma: w przeciągu kilku miesięcy umiera przynajmniej dwieście pięćdziesiąt osób.